FORMALNOŚĆ
Grzegorz Ryczywolski
Bielawa, ul. Powsińska 80, 05-520
zielonacytryna@gmail.com
FADE IN:
WNĘTRZE. NIEWIELKA AGENCJA POŚREDNICTWA PRACY – DZIEŃ.
Biuro składa się z kilku pokoi i niewielkiego hallu wejściowego. Typowy, skromny wystrój – białe ściany, na których wisi kilka certyfikatów, naprzeciwko drzwi wejściowych duże logo agencji. Drzwi do poszczególnych pokoi, jak również częściowo ściany, są przeszklone, co sprawia, że można zobaczyć, co się dzieje w środku.
Widzimy ANNĘ WIERZBICKĄ, młodą konsultantkę ds. rekrutacji. Jest ubrana w ciemnoszary kostium (spódnica + żakiet), ma okulary, a na szyi sznur czerwonych korali.
Przebitka:
Anna w pokoju, rozmawia przez telefon zerkając w ekran komputera.
Anna, niosąc korytarzem plik życiorysów, mija się z koleżanką. Uśmiechają się do siebie.
Anna w pokoju, rozmawia z kandydatem do pracy.
Anna, stojąc w hallu, podaje kandydatowi rękę, żegna go.
WNĘTRZE. POKÓJ ANNY W AGENCJI – DZIEŃ.
Anna, pochylona nad życiorysem, zakreśla coś w nim. Pukanie, do pokoju zagląda KOLEŻANKA.
KOLEŻANKA
Aniu, ja lecę. Dzisiaj już nikogo nie mam.
ANNA
OK. Do mnie jeszcze przyjdzie jeden pan. Ale to będzie formalność, bo innych kandydatów na to stanowisko brak.
KOLEŻANKA
To ten księgowy z islandzkim?
ANNA
(zerkając na życiorys)
Tak. Pan… Jan Bonawentura Wielopolski, wyobraź sobie.
KOLEŻANKA
(żartobliwie)
Z tych Wielopolskich?
ANNA
Może i z tych. CV ma w każdym razie świetne. Byleby się tylko dał złowić.
KOLEŻANKA
W takim razie powodzenia. Już wszyscy poszli, tak że jesteś sama. Trzymaj się.
ANNA
No pa. Miłego weekendu.
KOLEŻANKA
Dzięki. Cześć.
WNĘTRZE. AGENCJA POŚREDNICTWA PRACY – DZIEŃ.
Anna siedzi przy komputerze. Nagle słychać ostry dźwięk dzwonka. Anna podrywa się do góry, zrzucając na podłogę segregator z papierami.
ANNA
Cholera jasna!
Dzwonek, z krótkimi przerwami, dzwoni nadal. Anna w pośpiechu zbiera z podłogi rozrzucone papiery i biegnie otworzyć drzwi.
ANNA
Idę już, idę…
Anna podnosi słuchawkę domofonu.
ANNA
(uprzejmie)
Agencja Secro, słucham… Tak, witam serdecznie, proszę na drugie piętro.
Po chwili w drzwiach staje WIELOPOLSKI. Jest chudym mężczyzną po trzydziestce, w okularach. Ubrany jest cały na czarno – długi, skórzany płaszcz, kapelusz z szerokim rondem, skórzane rękawiczki.
ANNA
(podaje rękę)
Jaki pan punktualny! Anna Wierzbicka, miło mi.
WIELOPOLSKI
(mierzy Annę wzrokiem, podaje rękę nie zdejmując rękawiczki)
Wielopolski.
ANNA
Już prowadzę do pokoju. Nareszcie się rozpogodziło, prawda? Ja już nie mogłam znieść tej szarugi, a pan?
Wchodzą do pokoju rozmów. Jest to tzw. fokusownia – pokój z podłużnym stołem przeznaczony do rozmów grupowych. Teraz są tam jednak tylko dwa krzesła naprzeciwko siebie. U szczytu stołu znajduje się lustro fenickie, a na ścianie za krzesłem kandydata – duże zdjęcie przedstawiające zespół Agencji Secro.
ANNA
Proszę się rozgościć. Tu może pan powiesić płaszcz.
WIELOPOLSKI
Nie, dziękuję. Nie będę się rozbierał.
ANNA
Na pewno? Jak pan uważa. Czy mogę zaproponować coś do picia? Herbata, sok…
WIELOPOLSKI
(przerywając Annie)
Wodę niegazowaną. W szklance.
ANNA
(zdezorientowana, jakby do siebie)
Już się robi…
WNĘTRZE. POKÓJ ROZMÓW - DZIEŃ.
Wielopolski siedzi sam w pokoju, czekając na Annę z wodą. Nadal jest w ubraniu, nie zdjął nawet kapelusza. Po chwili bierze do ręki materiały Anny leżące naprzeciwko niego i zaczyna je przeglądać. Po chwili słychać krzyk Anny dochodzący z innego pokoju. Wielopolski tylko rzuca okiem w tamtą stronę i powraca do przeglądania dokumentów.
WNĘTRZE. POMIESZCZENIE KUCHENNE W AGENCJI SECRO - DZIEŃ.
Przez chwilę jest ciemno, po czym Anna zapala światło. Jest oblana jakąś gęstą, czerwoną substancją. Ma posklejane włosy, brudną twarz i żakiet. Patrzy w lusterko i zaczyna płakać.
WNĘTRZE. POKÓJ ROZMÓW – DZIEŃ.
Wielopolski grzebie w swoim neseserze. W środku jest kilka noży i nożyczek, gumowe rękawiczki i niewielka siekiera. Wielopolski wyjmuje siekierę. Przez chwilę patrzy na nią z zadowoleniem, po czym staje przez lustrem i wykonuje kilka próbnych ciosów.
WIELOPOLSKI
Tak, właśnie tak…
WNĘTRZE. POMIESZCZENIE KUCHENNE W AGENCJI SECRO - DZIEŃ.
Anna, bez żakietu, płucze włosy pod kranem. Zakręca wodę, energicznie wyciera włosy powtarzając kilka razy słowo „spokój”. Przestaje wycierać włosy i szybko bierze kilka głębokich oddechów.
WNĘTRZE. POKÓJ ROZMÓW – DZIEŃ.
Wielopolski siedzi na krześle, przecierając okulary ściereczką. Do pokoju wpada Anna, bez żakietu, w koszulce na ramiączkach. Stawia przez Wielopolskim szklankę z wodą.
ANNA
Uff, jaki tu upał, uch!
WIELOPOLSKI
Doprawdy? Nie zauważyłem.
ANNA
Przepraszam! Przepraszam! Miałam… wypadek. Niech pan nie wychodzi, błagam, niech pan zostanie! To dla mnie bardzo ważne…
WIELOPOLSKI
W porządku.
Anna podnosi twarz (zaczęła szlochać w stół) i widzi, że Wielopolski po raz pierwszy od wejścia ma na twarzy coś na kształt uśmiechu.
WIELOPOLSKI
Możemy zaczynać.
ANNA
(siadając na krześle)
Tak jest. Dziękuję bardzo. Już wszystko będzie…
Anna zamiera w bezruchu, ponieważ widzi, że wszyscy ludzie na portrecie wiszącym za Wielopolskim mają wielkie wąsy dorysowane flamastrem.
WIELOPOLSKI
(z kamienną twarzą)
Czy coś się stało?
ANNA
Nie, nie, skądże. Absolutnie nic się nie stało. Tak… więc zapoznałam się z materiałami, które pan nadesłał, i jestem stuprocentowo pewna, że idealnie pasuje pan na to stanowisko. Przyjmujemy pana. Dziękuję.
Anna wstaje z krzesła, wyciąga do Wielopolskiego rękę i szeroko się uśmiecha.
WIELOPOLSKI
Niech pani usiądzie, z łaski swojej, i zaczyna.
ANNA
Ależ…
WIELOPOLSKI
Proszę, proszę. Na pewno przygotowała pani mnóstwo ciekawych pytań, nieprawdaż? Proszę więc siadać i pytać. Jestem do pani dyspozycji.
ANNA
Tak…
WIELOPOLSKI
Żeby się z panią spotkać, nie poszedłem na kółko krawieckie. To pierwsze w moim życiu zajęcia, jakie opuściłem.
ANNA
Przykro mi, ale…
WIELOPOLSKI
Pani Anno. Pani powinna być jak oficer śledczy. Powinna mnie pani prześwidrować na wylot tymi oczkami, wydobyć ze mnie najbardziej skrywane sekrety i wyrzucić jak wyżętą ścierkę. Co pani o mnie wie?
ANNA
Proszę?
WIELOPOLSKI
Jestem tu już… siedem minut i dwadzieścia siedem sekund. Powinna pani przez ten czas już czegoś się o mnie dowiedzieć. Chce pani wiedzieć, co ja o pani wiem?
Anna siedzi bez ruchu z otwartymi ustami.
WIELOPOLSKI
Nazywa się pani Anna Wierzbicka…
ANNA
No, to akurat jasne. Przecież się przedstawiłam.
WIELOPOLSKI
…ale nie zawsze się pani tak nazywała. W Szczytnie, skąd pani pochodzi, nie ma nikogo o takim nazwisku.
ANNA
Skąd pan?...
WIELOPOLSKI
Sposób, w jaki wymawia pani „ę”. Mogła więc pani wyjść za mąż, lub zmienić nazwisko. Nie jest jednak pani zamężna.
Anna pokazuje dłoń bez obrączki.
WIELOPOLSKI
To też, ale przede wszystkim: która zamężna kobieta siedziałaby w pracy w piątek o tej godzinie? Jeśli zmieniła pani nazwisko, to musiało pani bardzo przeszkadzać. Wyobrażam sobie, że w szkole nie miała pani łatwego życia. Jak na panią wołali?
ANNA
Och, takie tam… Łasica… A zresztą, co panu do tego!?
WIELOPOLSKI
Pani Anno… Proponuję pewną grę…
WNĘTRZE. POKÓJ ROZMÓW – DZIEŃ.
Wielopolski siedzi sam w pokoju, naprzeciwko lustra fenickiego. Po drugiej stronie lustra, w sąsiednim pokoju, jest Anna. Anna doskonale widzi to, co robi Wielopolski, podczas gdy on widzi tylko swoje odbicie. Anna może być słyszalna w drugim pokoju tylko wtedy, kiedy mówi przez mikrofon.
Anna, patrząc przez lustro na Wielopolskiego, pokazuje mu język.
WIELOPOLSKI
Pokazuje mi pani język.
ANNA (OFF)
Jeden – zero dla pana.
Wielopolski zauważa muchę, wodzi wzrokiem po suficie. Po chwili patrzy znowu w lustro.
WIELOPOLSKI
Pokazuje mi pani biust.
ANNA (OFF, po chwili)
Dwa – zero.
Widzimy Annę (już z powrotem ubraną!), jak nerwowo miota się po pokoju.
ANNA
Cholera, Batman pieprzony… Co ja tu robię? Przecież to jest jakiś świr. A może on mnie widzi? A jakby tak…
Anna staje w kącie pokoju.
ANNA
(do mikrofonu)
No, a teraz? Wie pan, co robię?
WIELOPOLSKI
(znudzonym głosem)
Chowa się pani w kącie. Jeszcze dwie próby.
Słychać trzaśnięcie drzwi, po chwili Anna wchodzi do pokoju rozmów.
WIELOPOLSKI
Jeszcze dwie próby.
ANNA
Poddaję się. Wygrał pan. Gratuluję. Co pan chce w zamian? Długopis? Uścisk dłoni?
WIELOPOLSKI
Nie, nie… Obawiam się, że to nie wystarczy. Ale zanim do tego przejdziemy, może zechce pani kontynuować naszą rozmowę? Wydaje mi się, że pani przerwałem. Proszę.
ANNA
Rozmowę? A, rozmowę! Tak, nic nie szkodzi. Pomyślmy… wspominał pan coś o kółku krawieckim. To interesujące. Długo pan się tym zajmuje?
WIELOPOLSKI
O, tak! Powiedziałbym, że to moja największa pasja. Zacząłem już jako nastolatek…
ANNA
Szyje pan coś… konkretnego?
WIELOPOLSKI
Ostatnio szyję ze skóry. Głównie ze skóry.
ANNA
Ach tak. A jak pan właściwie wiedział, co tam robię? Po drugiej stronie?
WIELOPOLSKI
Można się tego nauczyć. Jest to trudne, ale nie niemożliwe. Wszystko zależy od chęci i wytrwałości. Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć…
ANNA
…i jeszcze raz ćwiczyć. Oczywiście. Niech pan powie, czy ma pan jeszcze jakieś… zdolności… tego typu?
WIELOPOLSKI
Rozróżniam śpiew 369 gatunków ptaków. I znam islandzki. To ostatnie to chyba moje największe osiągnięcie.
ANNA
O właśnie, byłabym zapomniała. Mam dla pana test językowy. Ja po islandzku oczywiście nie mówię, ale musimy w jakiś sposób sprawdzić pański język… gdzie ja go mam… Ma pan długopis?
Anna szuka testu w papierach na stole, ale nie może go znaleźć. Schyla się i szuka testu w torbie, którą ma obok krzesła.
WIELOPOLSKI
Mam, oczywiście.
Wielopolski otwiera neseser i ostrożnie sięga po siekierę. Anna nie widzi tego, cały czas grzebiąc w torbie. Wielopolski z siekierą w dłoni obchodzi stół i zamierza się na Annę. W tym momencie dzwoni dzwonek. Anna podrywa się, Wielopolski chowa siekierę za plecy.
ANNA
Przepraszam, ktoś dzwoni. Pójdę otworzyć.
WNĘTRZE. AGENCJA POŚREDNICTWA PRACY – DZIEŃ.
Drzwi wejściowe otwierają się, do hallu wpada Koleżanka.
KOLEŻANKA
(przez chwilę patrzy zdziwiona na Annę, potem mówi)
Cześć Aniu, przepraszam, że dzwonię, ale nie mam kluczy od biura. Byłam właśnie na mieście i przypomniałam sobie, że nie wzięłam tych dokumentów.
(do Wielopolskiego)
Dzień dobry panu!
(do Anny, ściszonym głosem)
Jeszcze tu jest?
Anna przewraca oczami i porozumiewawczo rozkłada ręce.
ANNA
Nic nie szkodzi, bo i tak już kończyliśmy.
(do Wielopolskiego)
Widzi pan, chyba nie wzięłam tych testów. Upiekło się panu.
WIELOPOLSKI
Tak, upiekło się…
ANNA
Ale nie szkodzi. To było tylko tak dla formalności. Poza tym – tak jak mówiłam. Z przyjemnością polecę pana na to stanowisko, i tak szybko, jak dostanę odpowiedź od naszego klienta, dam panu znać. Dziękuję za przybycie. Bardzo mi było miło pana poznać.
WIELOPOLSKI
(nadal zmieszany)
Tak, również dziękuję. Do widzenia.
Wielopolski wychodzi. Po chwili ze swojego pokoju wychodzi również Koleżanka, trzymając teczkę z dokumentami.
KOLEŻANKA
No, już mam. Słuchaj, muszę lecieć, tak że jeszcze raz miłego weekendu. Do poniedziałku.
ANNA
Dzięki, nawzajem. Zostajecie z Tomkiem w Warszawie?
KOLEŻANKA
W niedzielę jedziemy do Zegrza. Mam nadzieję, że pogoda się utrzyma.
ANNA
To miłego wypoczynku. Cześć.
KOLEŻANKA
Cześć!
Koleżanka wychodzi. Anna powoli wraca do pokoju rozmów. Zbiera ze stołu papiery i wkłada je do teczki. Sięga pod spódnicę, odpina od uda pistolet z tłumikiem, pewnym ruchem odkręca tłumik, po czym razem z pistoletem wkłada go to torby.
ANNA
Upiekło się mu.
FADE OUT.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz